środa, 7 maja 2014

Zoologicznie.

Żyję…
Jestem…
I na dowód przytaczam rozważania dzisiejsze, poranne…
W drodze do szkoły.
Niko: Mamusiu, wiesz co jedzą węże?
Ja: Myszy…
Niko: Nooo i jajka. Chciałbym mieć takiego małego wężyka…
Ja: Nie możesz mieć węża, Tatuś się bo… nie lubi węży.
Niko: Jeny, jedno się boi węży, drugie papug…

Biedne dziecko, jakie ono ma z nami ciężkie życie ;)

10 komentarzy:

  1. Biedny, żadne zwierzątko się rodzicom nie podoba. Kotka nie, bo mają stare, węże nie, papugi nie... Może mu chociaż rybki kupcie? To się Kicia przyżywi...

    OdpowiedzUsuń
  2. Tatuś się węży bo... tfu, nie lubi ich? Och jak można nie lubić węży? Przecie to takie ładne, miłe, sympatyczne, łagodne... ;-). Kupcie dziecku, nie miejcie węża w kieszeni!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepiej boa dusiciela, prócz wszystkich zalet właściwych wężom lubi się też przytulać ;)

      Usuń
  3. Ja miałam w ogrodzie w zeszłym roku węża, ok. metra. Poszukać Wam go? ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wąż ogrodowy kojarzy mi się z wygłupami na lingwistyce jak z kolegą upieraliśmy się że to 'garden snake' a profesor się nie śmiał... Czyli ruła w akwarium dla przyjemności synka, tak? Dzięki Jagodzianka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale jesteś, nie chcesz sprawić synkowi przyjemności :p

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.