poniedziałek, 29 lipca 2013

Śmierdząco.


Ja: Mikołajek, chodź szybciutko, na śmierć zapomniałam Ci dać lekarstwo.
Niko (ze zgrozą): I ja będę teraz śmierdział?

:)


niedziela, 28 lipca 2013

Ubranka...

... na czekoladę.
Dla Pań nauczycielek zrobiłam.
Ale niestety Panie nie dostały czekolady od mojego Synka, bo postanowił się rozchorować - o czym dobrze wiemy.
Czekoladę zjedliśmy, ubranka czekają na jakąś okazję ;)




Inspiracja stąd :)

środa, 24 lipca 2013

Świnka.

Mamy świnkę.
Konkretnie to ma ją Mikołaj.
To ładna świnka jest, trochę marudna, trochę gorączkująca i mówi niewyraźnie, ale za to wygląda trochę jak chomiczek :)
Pewnie pojawiła się u nas z okazji wakacji, bo moje dzieci mają taka cechę, ze na choroby zakaźnie chorują na wakacje, albo w okolicach.
Ciekawe kogo zaraziliśmy... niedługo się okaże ;)

Ze świnkowym pozdrowieniem chrum, chrum :)

piątek, 19 lipca 2013

Angry birds ;)

Jeśli jesteś dumna ze swojego grzecznego, mądrego i rozsądnego Synka to idź zobacz co narysował w swoim pokoju, na wykładzinie, czarnym pisaczkiem ;)
Na pewno się zdziwisz ;)



środa, 17 lipca 2013

Mysz czyli o organizacji pracy.

W "dziurze", w której trzymamy internet coś było...
Coś interesującego... dla kotów.
Od świtu do około jedenastej pilnowała tego czegoś Kicia.
Tu gwoli wyjaśnienia - Kicia nie jest kotem polującym, raz jeden w swojej młodości upolowała mysz, a mój Mąż jej ją zabrał.
Obraziła się i od tego czasu nie poluje...
Judusia w tym czasie spała na fotelu, około jedenastej wstała i zmieniła Kicię na posterunku...
I wyjaśnienie - Judusia jest kotem polującym bardzo, potrafi upolować skrzydełko z gotującego się rosołu ;)
Judusia nie pilnowała tylko wlazła do internetowej "dziury"- co było dość komiczne, bo jest gruba i jej co nieco zwisało ;)
I po niedługiej chwili upolowała mysz...
I znów wyjaśnienie - ja się nie boję myszy, ale strasznie mnie brzydzi truchło, a tu nie ma chętnych do sprzątnięcia po kocim polowanku...
I musiałam zrobić najobrzydliwszą rzecz pod słońcem...
No po prostu nas podziwiam - jakie my zorganizowane jesteśmy i jak ładnie się przyczyniłyśmy do odmyszenia naszego domku ;)

niedziela, 14 lipca 2013

Wyzwanie fotograficzne.

Dzień siódmy i ostatni: Ulubione miejsce.
Mam dużo ulubionych miejsc ;)
A to jedno z nich, albo raczej symbol, bo to ulubione jest w Polsce.
Ale ja w zasadzie lubię wszystkie księgarnie, tylko niektóre bardziej ;)




Co u Was pooglądam jutro, a teraz dziękuję, za kolejny fajny tydzień i wszystkie miłe komentarze.
Do zobaczenia na kolejnym fotograficznym wyzwaniu, we wrześniu :)

sobota, 13 lipca 2013

Wyzwanie fotograficzne.

Dzień szósty: Woda.
Bardzo się dziś przyda, bo podobno dziś u nas najcieplejszy dzień w roku... Mąż doniósł, w radio mówili :)



piątek, 12 lipca 2013

Wyzwanie fotograficzne.

Dzień piąty: Dotyk.
Pierwotnie miała się tu pojawić, któraś z kotek, bo kotki są... wiadomo jakie są ;)
Ale będzie styropian, dzięki Mili, która miała cały wór styropianowych kulek i kazała mi go przesypywać.
Uwielbiam dotyk styropianowych kulek, są takie mięciutkie i ciepłe ;)


czwartek, 11 lipca 2013

Wyzwanie fotograficzne.

Dzień czwarty: Niebieski.
Myślałam, że będzie problem, bo niebieski raczej u mnie nie występuje.
A tu niespodzianka i kochany Syneczek się postarał, żeby mamusia miała coś niebieskiego, w sam raz do zdjęcia.
To jest proszę państwa karteczka, którą dostają rodzice kiedy ich dziecku w szkole przydarzył się jakiś wypadek.
Tutaj akurat Mikołaj "zarobił" w twarz doniczką... wolę nie wnikać jak to się stało ;)




Jako ciekawostkę dodam jeszcze, że to już druga taka kartka w życiu mojego Syna, a chodzi do szkoły pół roku.
Dla porównania - moja Córka chodzi do szkoły prawie 10 lat i nigdy mi takiej kartki nie przyniosła ;)

środa, 10 lipca 2013

Wyzwanie fotograficzne.

Dzień trzeci: Coś inspirującego.
Muszę przyznać, że dzisiejszy temat sprawił mi sporo trudności...
I nie chodzi bynajmniej o to, że nie wiem co mnie inspiruje, bo wiem.
Raczej chodzi o to, że nigdy nie wiem kiedy się to stanie, bo to impuls...
I takie zdjęcie:



wtorek, 9 lipca 2013

Wyzwanie fotograficzne.

Wcale nie miałam brać w nim udziału, bo mi za gorąco ;)
Ale dzisiaj za moim oknem stanęła fascynująca maszyna, która spowodowała, że mój Syn nic nie mówił przez prawie 10 minut... co mu się raczej nie zdarza zbyt często ;)
I za te 10 minut bez ciągłych pytań cześć jej i chwała!
Chociaż wcale nie była cicha, bo to maszyna do ciecia gałęzi ;)

Dzień drugi: Za oknem.




I tematy na cały tydzień:




Odbicia nie będzie, ponieważ moje dzieci nie są do mnie podobne - jedno do swojego Ojca i mojej Teściowej, a drugie do mojej Siostry, a odbijać się w lusterku nie lubię.
Co najwyżej mogłabym pokazać jak mi odbija, ale nie wiem czy chcę ;)