piątek, 28 czerwca 2013

Teatr osobliwości?

"Kwiaty na poddaszu" V.C. Andrews.
Kiedy byłam dzieckiem oglądałam film, zafascynował mnie...
Dlatego kiedy ponownie wydano książkę szybko ją sobie kupiłam - co ciekawe w bibliotekach była w zasadzie nieosiągalna.
I... nawet mi się spodobała, nie zachwyciła mnie (może dlatego, ze nie byłam już dzieckiem), ale była niezła.
A potem przeczytałam pozostałe cztery części i muszę przyznać, że każda kolejną czytałam, żeby się przekonać co autorka może jeszcze wymyślić.
Wątek dzieci zamkniętych przez matkę na strychu z powodu pieniędzy był interesujący.
A potem było już tylko gorzej...
Cathy uwodzi facetów "na traumę".
Chris żyć bez niej nie może... więc w końcu mu ulega i tak sobie żyją razem wychowując dwóch synów Cathy i adoptowaną córkę, hodując poczucie winy.
Wszystko złe co ich spotyka traktują jak konsekwencje swojej "występnej miłości"...
A już zupełnie nie pojmuję dlaczego otoczona miłością i akceptacją przez Cathy i Chrisa (rodzice), i Jorego (brat) - Cindy, musi potwierdzać swoja atrakcyjność przy pomocy każdego napotkanego faceta - bo Bart (brat) jej nigdy nie lubił i jej dokuczał?!
No przepraszam, ale jak dla mnie to jest przekombinowane.
A potem następuje część ostatnia - "Ogród cieni" - i tu mamy galerie postaci jak z koszmaru...
Moim skromnym zdaniem, żaden z bohaterów tak całkiem normalny nie jest!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.