czwartek, 25 kwietnia 2013

O wiośnie i zdrajcach...

Coś mnie tu dawno nie było...
To przez tę wiosnę, wybuchła nagle i mnie zupełnie oszołomiła, i coś nie mogę za nią nadążyć ;)
A tymczasem byliśmy sobie w ZOO, w niedzielę.
To cudowny pomysł pojechać do centrum kiedy w zasadzie wszystkie drogi są pozamykane z okazji maratonu i autobusy albo nie jeżdżą, albo mają interesujące objazdy...
Kiedy wreszcie udało nam się dojechać, mój Małżonek zażyczył sobie na urodziny dużego pudełka melisy... osobiście myślę, ze waleriana byłaby lepsza - jakiś nerwowy ten naród ;)
Ale i tak było fajnie.
A poza tym, mój Syn, lat 5, podarował sam z własnej woli kobiecie kwiatki... nie mnie, pani nauczycielce... ja musiałam je zerwać z trawnika, bo on się robaków boi... zdrajca!
A jeśli już jesteśmy przy zdradach... moja Siostrzenica to dopiero zdrajca jest!
Ciocia (czyli ja, żeby nie było wątpliwości o kogo chodzi) się zajmuje, przewija, przebiera, odbekuje i ewentualnie, czasem rzuca się w jej stronę uprzejme spojrzenie...
A potem zjawia się Wujek (mój Mąż osobisty) i nagle okazuje się, że Lusia  jest to bardzo towarzyska osoba i się tak udzielają towarzysko oboje, a ja sobie tak myślę, ze sprawiedliwości to tu nie ma...

Jeszcze tu wrócę ;)


3 komentarze:

  1. A potem ją wujek odwiedza w porze kąpieli i dziecko z emocji do dwunastej w nocy zasnąć nie może...

    OdpowiedzUsuń
  2. Hahahaha
    a to mała zdrajczyni ;)

    Wróć, wróć. Koniecznie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nawet Mała Lusia wie, gdzie miejsce kobiety ;)
    Nie, no dobra, głupio to zabrzmiało. Ale wiesz, faceci umieją się ustawić po prostu

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.