piątek, 1 lutego 2013

Historie wojenne.

Dzisiaj zdjęć nie będzie, bo w czasie wojny nikt dzieciom zdjęć nie robił.
Dzisiaj będą historie wojenne.

Franciszek ożenił się z Marianną i w ten sposób Daniela zyskała macochę i nie musiała otaczać wątpliwą opieką swojego - wtedy półtorarocznego - brata.
Marianna w niczym nie przypominała macochy z bajki.
Z opowiadań mojej Babci i mojej Mamusi wnioskuję, ze miała same zalety...
Była dobra, łagodna, pracowita i kochająca.
Nigdy nie krzyczała.

Potem zaczęły się rodzić dzieci... w sumie sześcioro w tym jedne bliźnięta, ale wszyscy chłopcy umarli i zostały tylko trzy dziewczynki: Janka, Hela i Zośka.
Za każdym razem Daniela musiała iść zarejestrować urodzenie dziecka, bo najlepiej znała niemiecki, a Ojciec pracował.
Przy Zośce stwierdziła, że więcej do Niemca nie pójdzie, bo się wstydzi, bo to już przesada mieć tyle dzieci.

Generalnie wydaje mi się, że to Daniela przyczyniła się do tego, że jakoś im się w czasie tej wojny wiodło... była chyba najbardziej przystosowana ;)
Przynosiła węgiel, który zbierała na torach (wysypywał się z pociągów), nie przejmując się, że pociąg może w każdej chwili ruszyć, a Niemcy pilnujący składu mogą ją po prostu zastrzelić.

Albo historia z jajkami.
W miasteczku był dworek a we dworku mieszkał Niemiec i Niemiec hodował perliczki.
Perliczki Niemca niosły się w krzakach, więc Daniela podbierała im jajka i przynosiła do domu.
Ale ojciec kraść nie pozwalał a ponieważ jajka perliczki są nakrapiane przez cała wojnę musiał jeść jajecznicę, żeby się nie wydało...
I nie dostał od żony jajka na miękko, o którym marzył ;)

Pod koniec wojny Daniela przyniosła talerze z opuszczonego przez Niemców domu, bo u nich w domu już prawie wszystko się wytłukło.
I Ojciec kazał jej talerze odnieść, i wtedy po raz pierwszy Matka (a nawet macocha) się zbuntowała.
I kazała się mężowi uspokoić i zostawić dziecko w spokoju, bo talerze zostają!
I talerze zostały.

Bo jak zawsze mówiła moja Babcia - jej Tato był niesamowicie uczciwy i nigdy nie wziął niczego co do niego nie należało.
Ale Ona nie miała skrupułów, żeby brać od Niemców czego potrzebowała ;)

W zasadzie, jak opowiadała, w czasie wojny bała się tylko raz...
Poszczuła małego Niemca świnią, bo był gruby i potem bała się, ze przyjdzie po nią Gestapo, bo dzieciak jak uciekał to się wywrócił i zdarł sobie skórę na brzuchu.

5 komentarzy:

  1. zazdroszczę skarbnicy wiedzy o rodzinie

    OdpowiedzUsuń
  2. a czy talerze macie do dziś? :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakieś "niedobitki":) zostały w domu rodzinnym Mojej Mamusi (owej Danieli). Ja sama mam kielich kryształowy z wyrzeźbionymi scenami z polowania. Kolorowy.
    Nie pojmuję, że go zostawili. Ale nigdy mnie to nie martwiło. Bardziej mnie martwi to, że żadna z Moich Córek go nie chce.
    Jak widać, Daniela nie tylko talerze "organizowała"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej, ja go chciałam. Zawsze. Tak córek słuchasz :P

      Usuń
  4. już nie mogę się doczekać kolejnego "odcinka"..... :)

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.