środa, 28 listopada 2012

Taka sobie bajeczka.

Żyła sobie kiedyś księżniczka.
Była - jak to jest przyjęte u księżniczek - pełna zalet.
Była miła, grzeczna, urocza, ale nie brakowało jej również lotnego umysłu (co u księżniczek czasami przeszkadza).
Księżniczka częściej spędzała czas w bibliotece niż gdziekolwiek indziej.
I stało się, że ludzie życzliwi księżniczce zaczęli się martwić!
Bo jakże to, księżniczka osiągnęła wiek odpowiedni do zamążpójścia, a tu nie dość, że za mąż nie idzie  
to nawet się jakoś nie szykuje do drogi.
To źle - stwierdzili - trzeba księżniczce pomóc!
Być może kurz z biblioteki zasypał jej zegar biologiczny i biedna księżniczka nie wie, że za mąż powinna.
Między nami mówiąc kurz księżniczce niczego nie przysypał, ona miała po prostu inne pryncypia.
I jakoś nie czuła powołania do rychłego zamążpójścia (może to była wina tego jej umysłu!).
Nikt nie brał jednak pod uwagę faktycznych potrzeb księżniczki i - co z bólem stwierdzam - księżniczka była w tej kwestii nieprzystojnie i bez taktu nagabywana (znaczy swatali ja zwyczajnie).
Miejmy tylko nadzieję, że księżniczka nie ulegnie presji i nie wyjdzie za mąż za księcia, którego tata ma fajny zamek.
Życzmy księżniczce, żeby wyszła za człowieka, który ma zalety, nie wymienialne na skarby, zamki czy stadninę, tudzież inne bogactwa!
Bo w gruncie rzeczy chodzi przecież o to, żeby księżniczka była szczęśliwa!


3 komentarze:

  1. Widać, że bajka. W prawdziwym życiu fajny zamek się liczy. Tudzież stadnina.

    OdpowiedzUsuń
  2. ojej, Paulina, Ty jesteś pisarką???

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.