sobota, 28 stycznia 2012

Wampiry i wilkołaki.

Dziś będzie o jakże popularnym ostatnio w literaturze nurcie.

Co my tu mamy... najsławniejsza jest chyba saga Zmierzch Stephanie Meyer.
Typowa amerykańska powieść dla dorastających panienek.
Czyli niby jasne czemu nie "łapię" niesamowitej atrakcyjności powieści - wiadomo, dorastającą panienką byłam jakiś czas temu, ale moja Córka jest w odpowiednim wieku a na rzeczone dzieło dostaje wysypki.
Główna bohaterka kompletnie bez życia choć, bynajmniej nie ona jest tu wampirem (przynajmniej nie od początku).
Jeśli chodzi o jaśnie nam świecącego (na słoneczku) Edwarda, to najlepiej - moim zdaniem - charakteryzuje go niniejszy cytat:
"Edwardem się nie przejmuj, przecież to idiota - Chłopak ma tak na oko z osiemnaście lat - Wymoczek z włoskami na żelu. Wygląda jak przedmiot westchnień głupich amerykańskich dziewuch z głębokiej prowincji. Ale wygląd to nie wszystko. Liczy się to, co w głowie. A on ma tam kompletne siano. Od tysiąc dziewięćset osiemnastego bez przerwy chodzi do szkoły. To do jednej, to do drugiej. Zdawał maturę już kilkadziesiąt razy, i co? I nigdy nie zdał! W ogóle nie zaczął studiować! Przygłup."
A całość jest tak ckliwa i przewidywalna, że szkoda słów...

Następnie muszę wspomnieć o książce, z której zaczerpnęłam powyższy cytat.
Jest to "Wampir z M-3" Andrzeja Pilipiuka.
Możemy się z niej dowiedzieć jak żyło się wampirom w PRL.
Nie były to dla nich łatwe czasy, ale jak wiadomo wampir twardy jest i da radę ;)
A przemiana w wilkołaka polega na "przewinięciu" się rzeczonego na lewą stronę - prawda jakie urocze...

I na koniec Gail Carriger i jej urocza Alexia Tarabotti.
Wiktoriańska Anglia, wilkołaki i wampiry żyją w niej jako pełnoprawni obywatele, mają swoich przedstawicieli w rządzie...
Ale jednocześnie nikt nie ukrywa przed nami, że wampiry są po prostu martwe, a wilkołaki są tylko trochę mniej martwe.
I wśród tego wszystkiego Ona - Alexia, ewenement na tamte czasy... kompletnie nie przejmuje się konwenansami, swoim dwudziestoparoletnim staropanieństwem, śniadą cerą.
Panna Tarabotti jest bystra, wygadana zadziorna i inteligentna.
Gdy atakuje ją wampir, ona obezwładnia go przy pomocy parasolki, a przy tym zachowuje się nadal jak dama.
Nawet kiedy wplątuje się w poważne tarapaty nie traci zimnej krwi, nie czeka na królewicza na białym koniu, który ją uratuje i to bynajmniej nie dlatego, że w wiktoriańskiej Anglii takowi nie występują ;)

1 komentarz:

  1. Za moich czasów dorastające panienki czytały "Anię z Zielonego Wzgórza"...Ależ ja stara jestem. Ale, na szczęście, jeszcze nie taka stara, żeby nie rozumieć co to "duch czasów". Ale zdecydowanie wolałabym żeby Rela tę "Anię czytała".
    Jakże się nie dziwię, że Ci panna Tarabotti imponuje !!!

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.