poniedziałek, 31 października 2011

O spadaniu.

Dziś w godzinach rannych spadłam sobie ze schodów.
A było to tak:
O godzinie 7.30 schodziłam z góry niosąc talerzyk.
Tu nasuwa się pytanie co robiłam na schodach o tak barbarzyńskiej porze zamiast leżeć grzecznie w łóżeczku???
Wraz ze mną schodziła Zoja i o ile Kicia i Judusia potrafią chodzić OBOK, to Zoi to nie wychodzi więc biega dookoła, no i spadłam.
Nie wiem czy ma znaczenie fakt, że Zoja jest czarna a wiadomo, że jak ci czarny kot przebiegnie drogę itd...
A teraz bilans strat a może zysków bo nic mi nie odpadło, a za to mam:
- obdartą skórę po wewnętrznej stronie lewego przedramienia,
- obdartą skórę na kolanie prawej nogi
- i na łydce tejże plus spory siniak
- i jeszcze przy pomocy talerzyka walnęłam się pod lewe oko (nie, nie mam siniaka) i sobie rozcięłam.
Ale żyję, chociaż nie wiem czy to zysk czy strata, to niech się rodzina raczej wypowie ;)

1 komentarz:

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.