piątek, 11 marca 2011

O komunikacji podmiejskiej.

Przyjechałam do Polski między innymi, a może przede wszystkim z powodu dentysty.
I tak odwiedzam sobie tego dentystę dwa razy w tygodniu.
I wszystko byłoby super, bo ja w zasadzie lubię dentystów, gdyby nie pewien szczegół.
A mianowicie moi Rodzice, a więc i ja w tej chwili, mieszkają jednym mieście a dentysta rezyduje w drugim.
Odległość między nimi nie jest zbyt duża - samochodem jedzie się około 10 minut, autobusem od 10 do 20 minut (chyba, że jest to autobus "wycieczkowy" objeżdżający okoliczne wsie - ale takich nie bierzemy pod uwagę).
Czyli nie powinno być problemów, prawda?
O bynajmniej!
Ponieważ KTOŚ postanowił, że autobusy jeżdżą stadami, tak mniej więcej co dwie godziny, a dentysta zapisuje na konkretną godzinę!
I z tego to powodu albo mam mnóstwo czasu albo lecę biegiem.

A dziś stwierdziłam, że nie chce mi się czekać godzinę na autobus i postanowiłam pojechać tym, który właśnie podjechał.
Nie jechał wprawdzie zbyt długo ale za to zatrzymywał się tylko w centrum.
No to miałam spacerek, półgodzinny, pod górkę... się dotleniłam.

Ale godzinę nie musiałam czekać ;)

2 komentarze:

  1. Popieramy spacerki. Zwiedzanie. Różnice kulturowo-komunikacyjne pogłębiamy... Pozazdrościć

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.