czwartek, 4 marca 2010

Jak w filmie.

Usypianie mojego Syna przypomina film.
Generalnie jest bardzo miło.
Młody układa sobie wieżę z poduszek, na wierzchu układa się sam...
Opowiada różne ciekawostki - częściowo nawet w zrozumiałym języku.
Śpiewa, kręci się, strasznie dużo razy mówi: "mamo, mamo" - ja muszę za każdym razem zapytać: "co Synku?".
A potem staje się coraz mniej ruchliwy, a po pewnym czasie zamiera...
Oczy mu się zamykają...
Teraz muszę odczekać odpowiednio długą chwilę i Potomek śpi a ja mam wolne.

Ale... czasami...

Zapewne nie jest nikomu obcy taki moment w filmie, kiedy czarny charakter po wielu perypetiach zostaje już unieszkodliwiony.
I kiedy ma już nastąpić ogólna euforia on otwiera oczy.

To mój Syn też tak ma...
Też otwiera oczy kiedy nikt się już tego po nim nie spodziewa, a wręcz przeciwnie, ja osobiście spodziewam się, że już śpi!!!

No jak w filmie po prostu, w horrorze klasy B.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.