piątek, 29 stycznia 2010

Historyjka.

Mamusia zmywała naczynia i Mikołajek przyszedł jej pomagać, bo Mikołajek zawsze pomaga mamusi zmywać naczynia.
I mamusia dała Mikołajkowi trzy miseczki z wodą i małego, gumowego kotka.
Mikołajek się ładnie bawił - kąpał kotka w miseczkach.
Woda sie trochę wylewała ale mamusia zaraz ją wycierała ściereczką.
Ale niestety trochę wody wylało się na krzesełko i Mikołajek sie poślizgnął i spadł z krzesełka na podłogę...
Na szczęście nic mu się nie stało, mamusia zaraz go podniosła i założyła suchą bluzeczkę, bo się pomoczył przy zabawie.
I Mikołajek poszedł się bawić z kotkiem.

Własne dramatyczne przeżycia pełne nieoczekiwanych zwrotów akcji są lepsze niż najlepsze bajki.
Muszę tę historyjkę opowiadać wciąż i wciąż.
Każdy z domowników słyszał ją już ze trzy razy, a w moim Synu cały czas budzi ogromne emocje.

środa, 27 stycznia 2010

O modzie.

Już sam pomysł, że ja napiszę coś o modzie mnie rozśmiesza.
Zapewne tych wszystkich, którzy mnie znają również.
Ale dość już śmiechu, przystąpmy do sedna...
Jako, że na co dzień preferuję styl - powiedzmy - niewyszukany, w sytuacjach "galowych" zauważam niejaki problem.
A tu tymczasem w/w nadchodzi.
A mianowicie - za trzy miesiące moja Siostra wychodzi za mąż, a ja na jej ślubie będę pełnić zaszczytną funkcję świadka.
Fajnie, nie?
Aczkolwiek moja rodzina stwierdziła jednogłośnie, że tak ślub jak i rzeczona funkcja wymaga odpowiedniego stroju...
Dla mnie odpowiednim strojem zawsze są dżinsy i czarna bluzka, ale chyba oni nie to mają na myśli...
W związku z zaistniałymi okolicznościami postanowiłam spełnić oczekiwania i udałam się na wycieczkę po sklepach w celu znalezienia kreacji.
Już to świadczy o chęci współpracy bo ja lubię kupować tylko buty i książki!
I cóż obiawiło się moim oczom?
A to, że mamy modę na lata 80.
Niestety nie jest to mój ulubiony okres w modzie...
I jakoś sobie siebie nie wyobrażam w tych cekinach, poduszkach i takich tam...
Czyli , że tak powiem zaczynam zauważać problem...
Żebym ja chociaż miała jakiś pomysł na siebie na tym ślubie...

Na szczęście :
-mój Mąż jest mężem garniturowym (ma ich 14 w) więc w jego wypadku problemów nie przewiduję,
-moja Córka jest w wieku w którym pasuje już na nią najmniejszy damski rozmiar więc ma potencjalnie dwa razy więcej możliwośći,
-mój Syn jest z kolei w tym wieku, że pójdziemy na ilość, w razie ubrudzenia i nie będziemy się wygłupiać strojąc go w garniturki tudzież aksamitne ubranka.

A w sumie mam jeszcze te trzy miesiące...

sobota, 23 stycznia 2010

O rośnieciu.

Moim znajomym urodził się dzidziuś.
Chłopczyk.
Duży, ważył ponad cztery i pół kilo.
Nasz wspólny znajomy stwierdził, że taki duży bo przenoszony...
Podobno jak mija termin to dziecko rośnie podwójnie szybko...
A moja siostra to była przenoszona... miesiąc...

sobota, 9 stycznia 2010

Ja to z ostem było...

Ciekawe jak to jest, że idę do sklepu po pieczątkę z ostem - przepiękną - a wracam z papierem...
Na swoje usprawiedliwienie mam tylko tyle, że pieczątki nie było.
I może jeszcze to,że jak już wyszłam na to zimno to musiałam się jakoś nagrodzić ;)
A oto moje zakupy:



I z drugiej strony:


środa, 6 stycznia 2010

Syndrom Monka.

Mój Syn ma syndrom Monka.
Naprawdę!
Kiedy tylko ubrudzą mu się rączki - albo mu się wydaje, że są brudne - biegnie do mnie wołając "be be be".
I należy natychmiast rączki umyć bo inaczej dochodzi do strasznych scen.
Po umyciu rączki są dokładnie sprawdzane na okoliczność ewentualnych niezauważonych przez mamusię zabrudzeń.
I kiedy test czystości zostaje zaliczony wszystko jest ok, a jeśli nie, to mycie należy powtórzyć.
Ja w zasadzie bardzo Monka lubię... ale chyba nie aż tak...

Początek.

No i zaraziłam się...
Od młodszej Siostry...
Tak jak dawno temu zaraziłam się od niej świnką, bo w zasadzie zawsze zarażam się od młodszych - ospę mi Córka z przedszkola przyniosła.
Ale teraz to miła zaraza, a oto jej efekt.
Album na zdjęcia... na rok 2010... same ładne... po jednym na miesiąc:













Tu artystyczne zdjęcie kółeczek, made in mój Małżonek:
A na koniec napisy - sama robiłem: