poniedziałek, 3 sierpnia 2009

Nałóg.

Mam pewną słabość...
Nie jest ona zbyt uciążliwa, ale jest.
Polega na tym, że kiedy widzę ładne buty natychmiast wymyślam do czego mi się przydadzą.
Jeśli okazuje się, że są mi niezbędne do życia wręcz, szybciutko je kupuję.
Potem trzeba tylko dokupić torebkę - bo u mnie to musi występować parami...
Ot taka słabość.

Tu muszę zaznaczyć, że mój Mąż to w pełni akceptuje choć tego nie rozumie.
I obiecał mi w naszym potencjalnym przyszłym domu właściwe pomieszczenie na moje buciki ( takie jak w "Wojnie państwa Rose" - zainteresowanych odsyłam do filmu).

Ale mam też drugą słabość, żeby nie powiedzieć nałóg.
Kupuję książki... dużo... bardzo dużo...
No po prostu muszę - bo to jest silniejsze ode mnie!
No bo ja kocham książeczki, a czym grubsza tym lepsza bo więcej do czytania!

Jeśli ktoś zna miejsce gdzie leczą takie uzależnienia to poproszę o adres, bo muszę to miejsce omijać szerokim łukiem... ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.