środa, 30 grudnia 2009

O tożsamości.

Mój Syn uzyskał świadomość swej osoby!
Na pytania ogółu zaczynające się od "kto...?" odpowiada - "ja!"
I nie jest to zwykłe "ja", jest to "ja" świadome swej wartości...
Takie "ja" ze wskazaniem!
Pytam na ten przykład: " kto usiadł na mamusi krzesełku?"
A On celując paluszkiem w okolice swego żołądka odpowiada z dumą: "ja!" i obdarza pytającego - (w tym wypadku mamusię pozbawioną miejsca siedzącego) - czarującym uśmiechem.
Niestety ostatnio przy czytaniu książeczki o kotku, na pytanie "kto tu tak napsocił kotkowi?", mój syn również odpowiedział "ja!"
Zaczynam się obawiać, że jeszcze umiejętnie podpytany przyzna się do jakiś strasznych rzeczy i ja będę odpowiadać, bo wszak On nieletni jest...

czwartek, 24 grudnia 2009

poniedziałek, 14 grudnia 2009

O uczuciu.

No i zakochał mi się Syn!
Wcale nie przeszkadza mu prawie dziewięcioletnia różnica wieku (na Jego niekorzyść), ani to, że obiekt uczuć traktuje Go jak młodszego brata przyjaciółki.
Nic to...
Na razie w ramach okazywania afektu strasznie się popisuje albo siada obok wielbionej i mówi "cieś".
W sumie urocze, ale co będzie potem...

piątek, 11 grudnia 2009

O kołysankach.

Tak mnie ostatnio naszło na wspomnienia kołysankowe.
W życiu miałam do czynienia z trójką dzieci kołysankowych - Siostrą, Córką i Synem.
I każde z nich miało inne zainteresowania kołysankowe...
I tak na przykład moja Siostra miała niezrozumiały sentyment do strrrasznie nudnej kołysanki o lali.
I musiałam jej tę nudę przerażającą śpiewać w kółko i w kółko, i w kółko...
Moja córka dla odmiany potrzebowała odmiany i nie mogłam w żadnym wypadku zaśpiewać jej dwa razy tej samej kołysanki na jednej sesji usypialniczej.
A tymczasem mój Syn żąda na dobranoc piosenek o autobusie, pociągu, samolocie, koniu czy też samochodzie robiącym "ijoijo"
I o ile z koniem, autobusem i pociągiem sobie poradziłam, bom dzielna, to kołysanki o "ijoijo" nie znam!
Ktoś ma jakiś pomysł może?

środa, 2 grudnia 2009

O spadaniu

Dialog poranny (dla niewtajemniczonych : mój Syn zamiast "tak" mówi "o").
Dziś rano stoi na krześle, mówię do niego:
- uważaj bo spadniesz...
na co On oczywiście spada!
Pozbierał się z podłogi i biegnie do mnie...
I tu następuje interesujący dialog...
- spadłeś z krzesełka?
- o
- i się uderzyłeś?
- o
- i cię teraz boli?
- o
- i znów wejdziesz na krzesło?
- o

Pozostawiam to bez komentarza...

poniedziałek, 16 listopada 2009

Kółeczka.

Ostatnio umiejętności rysowalnicze Małego Chłopca stanowczo wzrosły.
Jesteśmy obecnie na etapie rysowania kółeczek.
Mamusia mówi : narysuj kółeczko, a Syneczek rysuje!
A oto przykład:

środa, 4 listopada 2009

Przeziębienie.

Nastały chłody jesienne i wiatry hulają po świecie.
W związku z powyższym do mojego Synka przyplątało się przeziębienie.
Ponieważ nie wierze w lekarzy stosujemy metody ludowe - syrop z cebuli i okłady z kota.
Syrop strasznie śmierdzi...
A koty ślicznie mruczą!

poniedziałek, 5 października 2009

Jesień.

Uroczyście ogłaszam, że u nas jesień!
Słonko nie świeci ale za to pada deszcz, żeby nam nudno nie było...
Ale ja tam lubię jesień i jak pada deszcz też lubię.
A żeby miło rozpocząc sezon jesienny kupiłam sobie płaszczyk czerwony!
Bo tak naprawdę to wcale nie jest o jesieni - wszak o tym wszyscy wiedzą, że przyszła...
Ani o deszczu, bo o tym wszyscy wiedzą jeszcze bardziej...
A o czerwonym płaszczyku, że mam, bo o tym wiem tylko ja...
i konto bankowe, które schudło o pewną kwotę...
i mój Mąż, który sponsorem rzeczonego płaszcza był...

piątek, 2 października 2009

O różnicach.

Wiadomo, że ludzie się różnią i nie ma dwóch takich samych osób.
Mój Mąż zawsze mówi, że my (ja i On) różnimy się całkowicie, począwszy od tego, że On jest chłopcem a ja - dziewczynką.
A wcale ta świadomość nie przygotowała mnie na fakt, że mój Syn jest kompletnie inny niż moja Córka była w jego wieku.
Ja się pytam : dlaczego?
Dlaczego mój Syn włazi na wszelki możliwe podwyższenia, żeby potem z nich zleciec?
Kiedy jego siostra w tym wieku nie właziła nawet na taboret?
Dlaczego ma radar na słodycze, szczególnie na czekoladę kiedy Ona wolała ogórki?
I dlaczego jest mu wszystko jedno z kim zostaje kiedy Ona nie chciała zostać nawet u Babci?
A to dopiero wierzchołek góry lodowej...

Ja zgłaszam sprzeciw - stanowczy!
Ja jestem nieprzygotowana na takie różnice!

Ale jest też plus tych różnic - On sie lubi przytulać, Ona tego nienawidziła!

Wspomnieniowo.

"Gałgankowy skarb"
Zbigniew Lengren

Aa... aa... a ! Bee... ee... e!
Ja moją szmacia...ną laleczkę chcę !

Płacze Kasia mała,
Łzy jej ciurkiem płyną,
Bo z samego rana
Murzynek jej zginął.
Murzynek malutki,
Szmaciany chłopaczek,
Leży gdzieś samiutki
I też pewno płacze.

- Nie płacz, Kasiu, nie płacz, znajdziemy Murzynka.
Szuka twojej zguby calutka rodzinka :
Mama w łóżeczku,
Ciocia w garnuszkach, Dziadek w pieluszkach,
Babcia w wózeczku,
Brat w szkolnej tece,
Tato za szafą,
Wujek za piecem,
Pies pod kanapą.

Aa... aa... a! Bee...ee...e!
Ja mego małe.go Murzynka chcę!

- Nie płacz, Kasiu, nie płacz, otrzyj buzię z łez.
Popatrz: szuka dziadek, tato, wujek, pies,
Babcia, mama, ciocia, stróż Walenty, brat,
Szukają twej zguby od piwnic po dach :
Dziadek w spiżarni,
Babcia w kuchence,
Tato w graciarni,
Mama w łazience,
Wujek w piwnicy,
Ciocia na strychu,
Brat na ulicy,
Pies na śmietniku,
W sieni i w bramie Walenty stróż, lecz bez wyniku...
Nie ma i już.

Buu...uu...u! Bee.ee.e!
Ja Muu...u...rzynka mego chcę !

- Nie płacz, Kasiu, nie płacz i uśmiechnijże się.
Za twego Murzynka każdy coś ci niesie:
Babcia placuszek,
Dziadek babeczkę,
Tato kwiatuszek i koneweczkę,
Mama dwie lale,
Wujek wazonik,
Ciocia korale,
Sąsiad balonik,
Listonosz paczkę,
Fotograf fotkę,
Ogrodnik taczkę,
Kominiarz szczotkę,
Gosposia prosię,
Brat misia z pluszu,
A pies nic, bo się gdzieś zawieruszył.

Aa... aa...a! Bee...ee...e!
Ja moją szmacia...ną laleczkę chcę!

- Nie płacz, Kasiu, nie płacz i uśmiechnijże się.
Popatrz, piesek wrócił i też coś ci niesie.

Piesku ukochany - śliczny upominek.
Przecież to szmaciany, mały mój Murzynek. Kasia już nie płacze,
Pies macha ogonem,
Wszyscy są weseli,
Bo szczęśliwy ... KONIEC.

Wierszyk z zamierzchłej przeszłości.
Prawda jaki uroczy...

sobota, 26 września 2009

Spacer.

Pogoda na dworze piękna warto więc wybrać sie na spacer.
Pooddychać świeżym powietrzem , nazbierać kasztanów, pobiegać po trawie (szczególnie jak ma się półtora roku).
Poszliśmy więc na spacer - ja i mój Syn.
I okazało się, że dużo ciekawsze od biegania i zbierania kasztanów jest siedzenie na ławce, na przystanku i obserwowanie autobusów, samochodów i motorów...
A co z tym swieżym powietrzem to nie wiem jak z nim było na tym przystanku...

środa, 16 września 2009

O wycieczce do sklepu i co z niej wynikło...

Wczoraj z okazji moich urodzin - oddanych w tym roku dwa dni wcześniej do użytku - w ramach prezentu pojechaliśmy do cudownego sklepu.
Sklep nazywa się HobbyCraft i jak sama nazwa wskazuje jest rewelacyjny.
Nie umarłam z zachwytu na progu bo by mi było żal, że nie obejrzałam wszystkiego...
Miałam tam sobie kupić szereg prezentów, ale w rezultacie nakupiłam mnóstwo materiałów na kartki świąteczne!
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że mamy wrzesień a Święta w grudniu... ale kompletnie nie zgadzam się z tymi którzy trąbią o komercji i zatracaniu wartości!
Bo niby co?
Jak zacznę robić kartki dla znajomych i rodziny we wrześniu to zatracę bo komercja, a jak kupię w grudniu to już nie zatracę bo wtedy można?
No nie wydaje mi się... ale sprawdzę... i opowiem czy zatraciłam...

poniedziałek, 7 września 2009

Powroty.

No i wróciliśmy z wakacji.
Walizki rozpakowane.
Wstępne rozpoznanie po trzech miesiącach nieobecności przeprowadzone.
Dziecko w podskokach i z pieśnią na ustach popędziło WRESZCIE do szkoły - to nie żart, Ona naprawdę przez pół wakacji marudziła kiedy WRESZCIE wróci do szkoły...

Ale zanim udało nam się osiągnąć stan dzisiejszy czekało nas niemałe wyzwanie... a mianowicie...
Musieliśmy z niedużego miasta w województwie śląskim (Rydułtowy) do dużego miasta w Anglii (Londyn) przewieżć dwa koty.
Nauczeni doświadczeniami z naszą Pierwszą Kotką zdawaliśmy sobie sprawę co to za atrakcja.
Wszak wiadomo, że koty jeżdzić nie lubią i na nic im luksusowość pojazdu...
Przygotowani więc na najgorsze zapakowaliśmy się gromadnie do auta... i w drogę!
Koty podróżowały sobie w torbie ale okazało się, że to zmyślne stworzenia i zamek potrafią otworzyć!
Otwarły... porozglądały się... i okazało się, że one po prostu uwielbiają podróżować!
Borysek ułożył sie na kocyku i zasnął a Judeczka na półeczce pod tylną szybą obserwowała samochody.
W czasie postojów Borys chował się pod siedzenie a Judka zażywała kąpieli słonecznych tudzież sprawdzała czy aby GPS nas nie wpuszcza w maliny...
A oto nasza urocza podróżniczka na przedniej półeczce:



sobota, 15 sierpnia 2009

W czasie deszczu...

... dzieci się NIE nudzą!
Bo się chlapią w kałużach!
Należy zwrócić szczególną uwagę na błoto na łydkach mojej Córki i na błoto na całości mojego Syna!


piątek, 7 sierpnia 2009

Casting na żonę.

Poważnie się zastanawiam nad ogłoszeniem castingu na żonę idealną.
A to dlatego, że mój Mąż w zasadzie ma same zalety.
Jest ci On przystojny, miły, sympatyczny, uczynny, czarujący, inteligentny oraz posiada szereg innych zalet.
Jak się tak nad tym zastanawiam to w zasadzie ma tylko dwie wady ; po pierwsze - ściąga w nocy prześcieradło, a po drugie... zapomniałam.
Właśnie w związku z tym tak sobie pomyślałam, że może przydałaby się żona idealna.
Tylko nie bardzo wiem czym się taka żona winna charakteryzować...
Wiem za to, że na pewno nie powinna po całodniowym czytaniu książki dzwonić do męża żeby wracając z pracy wstąpił do "chińczyka" i jej też coś kupił...
Raczej nie powinna też na pytanie: "czy wyprałaś moje koszule?", odpowiadać: "zapomniałam"...

Ale z drugiej strony może nie będę ogłaszać żadnego castingu... wszak wiadomo, że idealnych kobiet nie ma a ja bardzo lubię jedzonko od "chińczyka".

poniedziałek, 3 sierpnia 2009

Nałóg.

Mam pewną słabość...
Nie jest ona zbyt uciążliwa, ale jest.
Polega na tym, że kiedy widzę ładne buty natychmiast wymyślam do czego mi się przydadzą.
Jeśli okazuje się, że są mi niezbędne do życia wręcz, szybciutko je kupuję.
Potem trzeba tylko dokupić torebkę - bo u mnie to musi występować parami...
Ot taka słabość.

Tu muszę zaznaczyć, że mój Mąż to w pełni akceptuje choć tego nie rozumie.
I obiecał mi w naszym potencjalnym przyszłym domu właściwe pomieszczenie na moje buciki ( takie jak w "Wojnie państwa Rose" - zainteresowanych odsyłam do filmu).

Ale mam też drugą słabość, żeby nie powiedzieć nałóg.
Kupuję książki... dużo... bardzo dużo...
No po prostu muszę - bo to jest silniejsze ode mnie!
No bo ja kocham książeczki, a czym grubsza tym lepsza bo więcej do czytania!

Jeśli ktoś zna miejsce gdzie leczą takie uzależnienia to poproszę o adres, bo muszę to miejsce omijać szerokim łukiem... ;)

wtorek, 14 lipca 2009

Wydarzenie.

Stała się rzecz straszna i potworna!
Ale zacznijmy od początku...
Dawno, dawno temu (tak około 22 lata temu) urodziła mi się Siostra.
Miłe to było i sympatyczne stworzenie i niestety ładne, nikt jednak nie przeczuł, że będą kłopoty.
No nic na to nie wskazywało...
Chodziła do szkół poszczególnych szczebli, potem zdała maturę i poszła na studia.
Dalej jest miłym i sympatycznym stworzeniem i ładnym... no i się wydało, że jest...
I w związku z tym, że się wydało przybył Taki Jeden i teraz będzie ślub - za rok!
Ja sobie wypraszam, ja jestem w ogóle nie przygotowana, to stanowczo za szybko... i nikt mnie nie słucha...

sobota, 20 czerwca 2009

czwartek, 18 czerwca 2009

Gwarancja.

Wczoraj w sklepie :
Klientka : A na te plecaki to jaka jest gwarancja?
Ekspedientka : Sześć miesięcy.
Klientka : A te sześć miesięcy to od kiedy? Od momentu zakupu? Bo mój syn to dopiero we wrześniu go będzie używał jak pójdzie do szkoły...

piątek, 12 czerwca 2009

O związków zawieraniu.

Jakiś czas temu oglądałam z moim Mężem film "Ile waży koń trojański".
Pomyślałam sobie jak by to było przenieść się w czasie, zachowując doświadczenia i wspomnienia tych iluś lat, o które się cofnęliśmy.
Podzieliłam się tymi przemyśleniami z moim Mężem i niecnie zapytałam czy ożeniłby się ze mną w takiej sytuacji po raz drugi.
Nie zawołał "ależ oczywiście kochanie" co mnie bardzo ucieszyło, bo znaczy to, że słucha tego co do niego mówię a nie odpowiada automatycznie na moje pytania...
A po namyśle odpowiedział...

Ale to nie o tym miało być!
Miało być o tym z jakich powodów ludzie są ze sobą.
Niby wiadomo - można być ze sobą z miłości lub z rozsądku, potem podlega to dalszym podziałom i większej specjalizacji.
Ja osobiście uważam, że najlepiej być ze sobą z miłości pełnej rozsądku...
Ale sama znam osobę, która wyszła za faceta bo był podobny z wyglądu do największej miłości jej życia... powodzenia życzę...

poniedziałek, 8 czerwca 2009

Kotki.

Moja Siostra miała kotkę.
Tylko, że ta kotka to było takie jajko - niespodzianka.
A w ramach tej niespodzianki było pięć kociątek.
Teraz trzy kociątka już zamieszkały w swoich nowych domach.
A u nas zostały : czarno-biały Borysek mojej Siostry i moja pręgowana Judka.
A oto one :





Normalnie dużo bardziej ruchliwe, tu po prostu padły ze zmęczenia.

wtorek, 2 czerwca 2009

O potrzebach lokalowych.

Zauważyłam pewną niesprawiedliwość.
Niesprawiedliwość, że tak powiem dziejową.
Bo to jest tak :
Kiedy spodziewamy się dziecka urządzamy mu pokój.
Jeśli nawet trudności lokalowe nie pozwalają nam na odrębne pomieszczenie dla niemowlęcia, pewnym jest, że z biegiem lat młody człowiek otrzymuje "swój pokój".
Wraz ze wzrostem i rozwojem mieszkańca pokój zmienia swój wystrój i staje się miejscem coraz bardziej prywatnym.
A potem młody człowiek dorasta i związuje się z drugą osobą...
Mniej lub bardziej formalnie...
I wszystko mają wspólne...
Czy to oznacza, że wraz z osiągnięciem pewnego wieku i statusu jednostki sparowanej tracimy potrzebę odrębności?
Czy tylko tracimy prawo do odrębności?

Ja się na to nie zgadzam!
Ja chcę mieć prawo do własnej odrębności, swojego pokoju i swojego w nim bałaganu!

poniedziałek, 1 czerwca 2009

Z okazji Dnia Dziecka.

Literatura dla dzieci.

Dzieci są ozdobą świata,
niech im dzionek płynie w kwiatach,
zaś by życie mniej bolało,
dzieci muszą wiedzieć mało.

I dlatego mądre panie
jedzą bezy na śniadanie
i urabiane senną ciszą,
dla maluchów bajki piszą.

Kotek siedzi tam na murku,
ale całkiem bez pazurków,
lew wygrzewa się na płocie
i ogromnie kocha ciocię.

Baba Jaga z czekoladką
po niebiosach płynie gładko
a okrutne złe wilczysko
chroni sobie środowisko.

Aż się nudno robi cosik
Jacusiowi, Kazi, Zosi,
zaglądają do książeczki,
wydrapują rysuneczki...

Marzą im się złe tygrysy,
Czarne żaby, wściekłe lisy.
Od tych marzeń trzeszczy sofka
może będzie katastrofka!

Pamiętajmy to na przyszłość,
choć słoneczko grzecznie świeci,
dzieci lubią rzeczywistość,
rzeczywistość lubi dzieci...

Agnieszka Osiecka.

Paszport.

Jesteśmy w Polsce.
A mało brakowało żeby nas tu wcale nie było...
A było to tak :
bilety kupione,
- walizki spakowane,
- samochód, który ma zawieźć nas na lotnisko załatwiony,
- paszport mamusi jest,
- paszport Synka jest,
- paszport Córeczki... nie ma!
Zniknął, wsiąkł, zdematerializował się...
Po przeszukaniu całego domu, przewróceniu do góry nogami wszystkich szuflad - nadal nie ma!
I co teraz?
Po wykonaniu skomplikowanych procesów myślowych doszliśmy do tego, że paszport nie wrócił do domu ze szkoły, po wycieczce do Niemiec.
Czyli jest... w szkole!
A szkoła zamknięta bo wolne...
A w szkole tylko woźny i to ten mniej ważny... i mówi, że nikogo do piątku nie będzie.
Fajnie, szczególnie biorąc pod uwagę, że samolot odlatuje w środę...
Czyli tak jakby nic się nic nie zmieniło...
Kanał...
A wcale nie!
Bo tu następuje autentyczny CUD!
Samolot odlatuje o 20.35, z domu musimy wyjechać około 17.00... a o 12.30 dzwoni pani sekretarka i mówi, że jakbyśmy chcieli to ona teraz jest i można przyjść po paszport.
Chcieliśmy...

Podobno jak już polecieliśmy to nie chcieli ich wypuścić z parkingu pod lotniskiem bo im bilecik, że zapłacili zaginął - Mąż mi doniósł... ;)

sobota, 23 maja 2009

Flo the cow.

Ponieważ niemoc tfurcza mnie opuściła postanowiłam zrobić sobie coś ładnego.
Flo jest ładna.
Według mnie jest nawet bardzo ładna.
A oto ona, krówka Flo :





I dlatego ją sobie zrobię.
Już nawet zaczęłam :




Ciekawe kiedy skończę...

wtorek, 19 maja 2009

Lubię...

A - ananasy, alkohole wybiórczo
B - bzy, bajki dla dzieci, buty mieć i kupować
C - czekoladę
D - dzieci niektóre (ze szczególnym uwzględnieniem moich)
F - filmy ciekawe
G - Geralta z Rivi
H - herbatę zieloną
I - inteligencji przejawy, internet
K - kawiarnie, "Krystynę córkę Lavransa", książki, koty, Kopalińskiego słowniki, kolorowe kamyki, kwiaty dostawać
M - magnolie, Męża mojego, migdały
N - nocne spacery
O - Osieckiej wiersze, ogórki zielone
P - pistacje, pierścionki duże, Paryż, prezenty dawać, perły
S - sery szczególnie pleśniowe, storczyki
Ś - Średniowiecze
T - tiramisu
V - Vermeera obrazy
W - wino białe
Z - zachody słońca (wschody też bym pewnie lubiła gdybym nie oglądała ich niejako od tyłu).

poniedziałek, 18 maja 2009

Przepiękny...

... zegar wiszący na ceglanej ścianie.



czwartek, 14 maja 2009

Nie chce mi się,,,

Teoretycznie powinnam się wziąć za robotę... ale mi się nie chce...
A tu tymczasem należałoby uszyć Siostru spódnicę, na imieniny - jak się obiecało...
Ewentualnie poprzyszywać maki do spódnicy, też Siostru...
Ale się nie chce mi...
A w ogóle to po co mojemu Siostru tyle spódnic? Zwariowała kobita czy co?
Tak więc poczytam sobie ksiąkę aż mi się zachce ;)

poniedziałek, 11 maja 2009

Koralina

"- Zostań tu z nami - dodał głos, dobiegający z ust postaci po drugiej stronie pokoju. - My będziemy cię słuchać, bawić się z tobą, śmiać. Twoja druga matka stworzy nowe światy, które będziesz mogła badać, i każdej nocy, gdy skończysz, zniszczy je, robiąc miejsce kolejnym. Każdy dzień będzie lepszy, jaśniejszy niż poprzedni. Pamiętasz swoje zabawki? A teraz wyobraź sobie taki swiat, stworzony wyłącznie dla ciebie.
- Czy będą w nim szare mokre dni, kiedy sama nie wiem, co ze sobą począć, nie mam nic do czytania i do ogladania, nie mogę nigdzie pójść i czas wlecze się okropnie? - spytała Koralina.
Ukryty w cieniu człowiek odparł.
- Nigdy.
- A paskudne obiady, zrobione według przepisów, z czosnkiem, estragonem i fasolka szparagową?
- Każdy posiłek będzie istną ucztą - wyszeptał głos dobiegający spod kapeusza starca. - Będziesz mogła napawać się wszystkim, co lubisz najbardziej.
- A czy dostane jaskrawozielone rękawiczki i żółte kalosze w kształcie żab?
- Żab, kaczek, nosorożców, ośmiornic, czego tylko zapragniesz. Każdego ranka będzie czekał na ciebie będzie nowy świat. Jeśli tu zostaniesz, damy ci wszystko, czego tylko zechcesz.
Koralina westchnęła.
- Ty naprawdę nie rozumiesz, prawda? - rzekła. - Ja wcale nie chcę wszystkiego, czego pragnę. Nikt tego nie chce. Nie tak naprawdę. Co to za zabawa dostawać wszystko, o czym się marzy, tak po prostu? Wtedy to nic nie znaczy. Zupełnie nic.
- Nie rozumiem - odparł szepczący głos.
- Oczywiście, że nie rozumiesz - powiedziała..."

Neil Gaiman.

sobota, 9 maja 2009

A u mnie na ścianie...

... całują się Panie... z Panami.
A może raczej są One - te Panie przez Nich - tych Panów całowane.


U mojej Rodzicielki na ścianie również zamieszkują Panie z Panami...
Pod jednym warunkiem, musi sobie kupić do nich ramki.


Obrazki haftowane na podstawie grafik pana Ty Wilsona ;
moje : brązowo - brązowe na kremowej aidzie 18",
rodzicielki : czarno - czerwone i czarno brązowe na białej aidzie 18".

Krzesełko.

Krzesełko jest plastikowe i niebieskie, ciemnoniebieskie.
Ostatnio muszę chodzić z nim nawet do toalety.
I nie znaczy to bynajmniej, że zmalałam albo zamontowano mi takie wysokie ustrojstwa w łazience i nie sięgam.
Po prostu mój Syn znalazł nowe zastosowanie swojego krzesełka...
Początkowo używał go do siedzenia, zgodnie z przeznaczeniem ; z racji młodego wieku i ograniczonych umiejętności trzeba go było sadzać i zdejmować z w/w.
Trwało to jakieś dwa dni...
Potem odkrył, że na krzesełku fajnie się stoi.
Co ciekawe, natychmiast nauczył się sam na nie włazić.
Wczoraj okazało się, że można dostawić je do łóżka i wejść na łóżko!
Zejść nie umie!!!
Z uporem maniaka praktykuje schodzenie przodem...
W związku z powyższym chodzę z krzesełkiem do toalety coby se Młody urody nie zdefasonował.
W wolnych chwilach uczę schodzić tyłem.

czwartek, 7 maja 2009

Futerał w maki.

Był sobie mały aparacik fotograficzny, ot taka cyfróweczka.
I pewnego dnia ten aparacik dostał futerał, żeby się nie porysował i żeby nie zmarzł.
A ponieważ jego właścicielka lubi maki, aparacik ma futerał w maki.
A oto on - futerał, bez aparatu - bo aparat robi zdjęcie :


I druga strona futerału :


środa, 6 maja 2009

O przyjaźni.

Co to znaczy być czyimś przyjacielem?
Wychowana na złych lekturach zawsze chciałam mieć przyjaciela...
I koniecznie, żeby było jak w książkach, tak naprawdę, na zawsze i po grób.
Dzisiaj, po różnych perypetiach, stwierdzam, że albo te książki to imaginacja autorów albo ja miałam wyjątkowego pecha w życiu.
I tak sobie myślę, że jeśli to wyobraźnia autorów to trochę nie fair, bo ja im uwierzyłam;
ale z drugiej strony to skąd oni mogli wiedzieć, że ja uwierzę;
ale z trzeciej strony starczyło im wyobraźni, żeby wymyślić w książce przyjaźń a już tego, że ja uwierzę to nie wymyślili?
Jakoś ta ich wyobraźnia ograniczona.
No bo jeśli miałam pecha to trudno...

Komputer.

W dniu wczorajszym nasz komputer odmowil poslugi.
No sie zbiesil calkowicie i wcale nie reagowal na nasze prosby i grozby...
Po calodziennym przekonywaniu go, zeby jednak zadzialal i przeplynieciu pewnej kwoty z naszego konta na konto komputerowego doktora zyje!
Niestety zezarlo nam wszystko co z pelna ufnoscia przechowywalismy w w/w, miedzy innymi wszystkie zdjecia.
Moj Maz stwierdzil filozoficznie: "i tak ich za duzo robilem", a potem wzial Syna i aparat i poszedl odpracowywac stracone fotki.
Niestety gdzies zapodzialy sie tez polskie literki i dopoki sie nie znajda to tak bede pisac!

p.s. Przyszedł Mąż i odnalazł polskie literki.

niedziela, 3 maja 2009

Szuflada.

Mam szufladę...
W sumie żadna to rewelacja, każdy ma jakąś szufladę a niektórzy nawet kilka.
Tylko, że ja moją szufladę mam... posprzątać. Teoretycznie nie jest to jakieś skomplikowane zadanie ale w praktyce...
W praktyce na dźwięk otwierania szuflady zjawiają się "pomocnicy". Jeden już z daleka woła "daj", a drugi nic nie woła tylko patrzy jakby zasilić stan szuflady swoją futrzaną osobą. Ponieważ nie mam nic do dawania nieletnim a kotów w szufladzie nie potrzebuję, czekamy sobie - ja i moja szuflada na bardziej sprzyjające okoliczności. Do tego czasu będę sobie miała w niej mniej lub bardziej twórczy bałagan. Ciekawe jest dla mnie tylko to, ze tak osobisty stosunek moi "pomocnicy" mają jedynie do tej jednej jedynej, mojej szuflady - zazdroszczą mi jej czy jak?

piątek, 1 maja 2009

...

Kiedyś pewna znajoma na wieść, że nie mam telewizora zapytała czy się nie nudzę.
Zaczęłam się nad tym zastanawiać i uświadomiłam sobie, że nie pamiętam takiego faktu w swoim życiu... faktu żebym kiedykolwiek się nudziła
Nawet nie wiem czy umiałabym się nudzić.
I o tym będzie ten blog - o tym, że się nie nudzę...

czwartek, 30 kwietnia 2009

Początek.

Zawsze jest jakiś początek.
Tak więc zaczynam... jutro ;)